Zaczęłam jeździć późno, razem z córką, która marzyła o jazdach po lesie i skokach. Stwierdziłam więc, że lepsze siedzenie w siodle niż na ławce w stajni.

Jako że, w stadninach nikt się z nikim nie certoli, już po kilku jazdach usłyszałyśmy „osiodłajcie sobie konie”. Ha, ale fajnie, powtarzałam jak mantrę, starając się dać równie przerażonej córce choć odrobinę poczucia bezpieczeństwa. Wzięłam uprząż, siodło i ruszyłam do boksu. „To wyszkolone grzeczne konie, one są takie mądre, że dokładnie wiedzą, co mają robić, zobaczysz” żartowałam, ale do śmiechu mi nie było. Koń rzeczywiście był grzeczny, aczkolwiek zorientowawszy się w mgnieniu oka, że ma do czynienia z kompletną amatorką frajerką, stracił szybko cierpliwość dla mojej nieporadności i po prostu zadarł głowę do góry. Grzecznie acz stanowczo odmówił współpracy. Niby nic. Pot ciekł mi po plecach, gdy wykonując przeróżne akrobacje usiłowałam nałożyć mu ogłowie, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów, bo wiedziałam, że walka to nierówna. Gdy jednak poirytowany tupnął nogą, zrozumiałam, że mój czas minął.

Bezradnie rozglądałyśmy się po stajni, gdy dostrzegłyśmy małą lokatę Julkę, na oko dziesięcioletnią, która w stajni spędzała każde popołudnie. „Juuulka, słuchaj, może pomogłabyś nam z tym koniem, bo jakoś DZISIAJ nam nie idzie”… zapytałam nieśmiało. Nie mogłyśmy przestać patrzeć, jak sięgająca może do kłębu konia Julka w kilku sprawnych ruchach założyła ogłowie, narzuciła siodło i podpięła popręg, a ten wielki „niesforny” koń potulnie poddawał się każdemu ruchowi, usłużnie pochylając łeb…

Nikogo nie muszę chyba przekonywać, żeby nie oceniać „mocy kobiety” po jej wzroście 🙂 Tamto doświadczenie zapamiętałam natomiast jako lekcję pokory i wytrwałości. Czyż nie jest tak, że nieraz wydaje nam się, że powierzony nam projekt jest tak duży i zawiły, że absolutnie nie damy sobie z nim rady? Czy nie rezygnujemy nieraz pochopnie przygniecione wyolbrzymionym w naszej głowie poziomem skomplikowania zadania?

Wszystko, co robimy w życiu dobrze, robimy nie pierwszy raz. Pamiętaj o tym zawsze, gdy będziesz chciała się poddać.

Nawet trudny duży projekt można podzielić na małe kroczki. Niektóre z nich będą Ci znane, w innych będziesz musiała prosić o pomoc, szukać rozwiązania w nieznany Ci sposób. Jedne pójdą szybciej, inne zabiorą trzy razy dłużej niż powinny. Popełnisz błędy i zmarnujesz czas. Za pierwszym razem. Za drugim pójdzie lepiej. Za trzecim będziesz pomagać innym. Po latach będziesz jak nasza mała Julka. Ze śmiechem pokażesz nowicjuszce, która zabiera się za odkrywanie koła, jak proste to zadanie.

Musisz tylko wykonać je wiele razy wcześniej 🙂

Ściskam, A.